Ma się rozumieć, że mówi, od poczatku jakoś do nas mówił- mowa ciała, grymasy, miny, piski, skrzeki wszelakie, wreszcie wrzaski i regularne płacze, z czasem sylaby, onomatopeje i to całe niemowlęce guglanie, guganie, bam banie. Pierwsze świadomie wypowiedziane słowo- TATA- na długo przed pierwszymi urodzinami, po dłuższej rozłące z wyżej wymienionym, głośno i wyraźnie z uśmiechem na ustach i swoistym nabożeństwem!!! Ech życie! Ty siedź matko Polko z pacholęciem całymi dniami, karm, przewijaj, pielęgnuj, a berbeć i tak tatce złoży hołd, jako pierwszego go nazywając. Ech... Widocznie mamy nie trzeba wołać, ona po prostu zawsze i wszędzie jest i będzie hehehe
Wołać nie trzeba, ale przełom jakowyś w dziecku naszym nastąpił, owocując równie nabożnym i uroczystym MAMA, które teraz słyszę po każdym antkowym przebudzeniu i jeszcze jakieś sto razy w ciągu dnia.
Wychuchol nie jest jednak tak monotematyczny jak mogłoby się niektórym wydawać, poza wypowiadanymi z należną czcią “mamą” i ”tatą”, są jeszcze w kolejności niekoniecznie alfabetycznej:
Baba- wyraz bardzo pojemny, gdyż oznacza babcię oczywiście, ale poza tym bajkę i banana
Dziadzia- nie wymaga chyba translacji
Pepa- nasza piesa
Dzińdzia- dziewczynka
Djęcie- zdjęcie
Tęta- tęcza
Bam bam- piłka i drzwi (odkryłam ostatnio źródło takowego skojarzenia- otaczają bowiem Antka osoby, a może raczej -żeby nikogo nie urazić- drzwi trzaskające)
Nananas- ananas
Na razie to tyle, ale postaram się na bieżąco relacjonować rozwój antkowego dialektu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz