czwartek, 3 lutego 2011

ktoś się kończy, ktoś się zaczyna...



 Pierwszy krzyk synchronizuje się z ostatnim, który bezgłośnie więdnie w oplecionym rurkami gardle. Kiedyś było łatwiej, kiedyś to “coś” po prostu z nas ulatywało, gdy przychodził czas. To “coś”, ta siła, kosmiczny podmuch, który pobudzał do działania wszystkie mechanizmy, tryby, trybiki, zębatki i zapadki ciała. Teraz to “coś” zwane również życiem można sztucznie podsycać, pobudzać, można opleśc umęczone ciało rurkami, kablami, przewodami, można nasączać je życiodajnymi specyfikami, można zrobić wszystko, żeby nie czuć się bezradnym, żeby uczynione było wszystko, co być musiało...
Tylko co jeśli leczenie staje się dręczeniem, co jeśli utrzymywanie przy życiu zabija chęć utrzymania się przy nim?
Wieczny odpoczynek racz dać Jej panie...
...a Jemu temu małemu, nowo narodzonemu tego “czegoś” jak najwięcej!

środa, 2 lutego 2011

Tośkin mówi

Ma się rozumieć, że mówi, od poczatku jakoś do nas mówił- mowa ciała, grymasy, miny, piski, skrzeki wszelakie, wreszcie wrzaski i regularne płacze, z czasem sylaby, onomatopeje i to całe niemowlęce guglanie, guganie, bam banie. Pierwsze świadomie wypowiedziane słowo- TATA- na długo przed pierwszymi urodzinami, po dłuższej rozłące z wyżej wymienionym, głośno i wyraźnie z uśmiechem na ustach i swoistym nabożeństwem!!! Ech życie! Ty siedź matko Polko z pacholęciem całymi dniami, karm, przewijaj, pielęgnuj, a berbeć i tak tatce złoży hołd, jako pierwszego go nazywając. Ech... Widocznie mamy nie trzeba wołać, ona po prostu zawsze i wszędzie jest i będzie hehehe
Wołać nie trzeba, ale przełom jakowyś w dziecku naszym nastąpił, owocując równie nabożnym i uroczystym MAMA, które teraz słyszę po każdym antkowym przebudzeniu i jeszcze jakieś sto razy w ciągu dnia.
Wychuchol nie jest jednak tak monotematyczny jak mogłoby się niektórym wydawać, poza wypowiadanymi z należną czcią “mamą” i ”tatą”, są jeszcze w kolejności niekoniecznie alfabetycznej:
Baba- wyraz bardzo pojemny, gdyż oznacza babcię oczywiście, ale poza tym bajkę i banana
Dziadzia- nie wymaga chyba translacji
Pepa- nasza piesa
Dzińdzia- dziewczynka
Djęcie- zdjęcie
Tęta- tęcza
Bam bam- piłka i drzwi (odkryłam ostatnio źródło takowego skojarzenia- otaczają bowiem Antka osoby, a może raczej -żeby nikogo nie urazić- drzwi trzaskające)
Nananas- ananas

Na razie to tyle, ale postaram się na bieżąco relacjonować rozwój antkowego dialektu.