"Bodziszek (Geranium) – rodzaj bylin lub roślin jednorocznych z rodziny bodziszkowatych. Rodzaj liczy ok. 450 gatunków występujących na półkuli północnej na obszarach o klimacie umiarkowanym. W Polsce występuje około 15 gatunków, kilka jest też uprawianych jako rośliny ozdobne."
Tyle wikipedia. Dla mnie jednak GERANIUM, a nie żaden tam "bodziszek" już zawsze będzie tym kwiatkiem, którego liście pachniały tak charakterystycznie na babcinym oknie. Geranium symbol wakacji na mazowieckiej wsi, której już nie ma w tamtej mitycznej wręcz postaci. I symbol czegoś jeszcze [piszę to i beczę i nie wiem czy to ciążowa chemia, czy aż tak mi żal tamtego świata???], symbol dziecięcego przyjmowania świata takim jaki jest, symbol spania z babcią pod pierzyną, którą owa babcia sama wcześniej spreparowała. Przy całym szacunku do wszystkich babć świata- nie wyobrażam sobie teraz spania z babcią i to pod pierzyną babcinej produkcji. Babcia, pierzyna, a na oknie nad łóżkiem geranium, za oknem drewniane okiennice...
bryzgi bluzgi moje czyli czasem boli czasem nie
czwartek, 23 czerwca 2011
sobota, 4 czerwca 2011
Wołacz
Może jakaś mądra głowa wytłumaczy w kilku słowach, kiedy i dlaczego zatracamy naturalną skłonność do używania tak wdzięcznego wołacza?? A może tylko ja takową skłonność zatraciłam, ewentualnie nigdy jej nie posiadałam?:) Skąd takie przemyślenia, ano stąd, że Antek używa rzeczonego przypadku w przesympatyczny i bardzo adekwatny sposób. Kiedy wychodzimy woła "pa pa domku, pa pa Pepo, pa pa (H)aniu".
niedziela, 8 maja 2011
Tośkin mówi coraz więcej
Ostatnio na pytanie "Okej?" odpowiedział mi "Enter", nieodparte mam wrażenie, że dorasta wirtualne pokolenie:))))))
niedziela, 13 marca 2011
Ona jednak ma wacka
Być może do szczęśliwego rozwiązania powinnam zawiesić działalność pod wdzięcznym szyldem "onaniemawacka", bo jednak go ma i będzie go w sobie nosić jeszcze przez najbliższe dwadzieścia tygodni:) Tak, tak kolonizator mych trzewi jest stuprocentowym samcem, co łaskawie nam objawił na ekranie maszynerii zwanej usg.
poniedziałek, 14 lutego 2011
sobota, 5 lutego 2011
czwartek, 3 lutego 2011
ktoś się kończy, ktoś się zaczyna...
Pierwszy krzyk synchronizuje się z ostatnim, który bezgłośnie więdnie w oplecionym rurkami gardle. Kiedyś było łatwiej, kiedyś to “coś” po prostu z nas ulatywało, gdy przychodził czas. To “coś”, ta siła, kosmiczny podmuch, który pobudzał do działania wszystkie mechanizmy, tryby, trybiki, zębatki i zapadki ciała. Teraz to “coś” zwane również życiem można sztucznie podsycać, pobudzać, można opleśc umęczone ciało rurkami, kablami, przewodami, można nasączać je życiodajnymi specyfikami, można zrobić wszystko, żeby nie czuć się bezradnym, żeby uczynione było wszystko, co być musiało...
Tylko co jeśli leczenie staje się dręczeniem, co jeśli utrzymywanie przy życiu zabija chęć utrzymania się przy nim?
Wieczny odpoczynek racz dać Jej panie...
...a Jemu temu małemu, nowo narodzonemu tego “czegoś” jak najwięcej!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
