czwartek, 20 stycznia 2011

Tu i teraz...

...nie wiadomo czy aby na pewno “ona nie ma wacka”, bo od kilkunastu tygodni ktoś lub ktosia znów kolonizuje jej trzewia. Płeć owego macicy skłotersa nadal pozostaje zagadką, tak więc ona może być “z wackiem matką” hehehehe Może i niestosowny taki rym częstochowski przy obwieszczaniu tak ważnej przecież sprawy, jaką jest zapłodnienie, w brzuchu noszenie, a w efekcie rodziny powiększenie, ale nie mogłam się powstrzymać.

środa, 19 stycznia 2011

Retrospekcja

14.05.08

Akurat jest „czasem boli”. Bytowi z kanapy, a może własnej neurotycznej naturze zawdzięczam to.
Poziom wód i uczuć raczej lutowy ech.

19.06.08

Chyba jestem masochistką, rany się zabliźniły, właściwie już nie ma nawet blizn, ale ja wiem gdzie były i uporczywie drapię te miejsca, podrażniam, zaogniam. Drążę temat, czytam relacje tych, których rany goją się gorzej i dłużej albo nie goją się wcale, codziennie zabraniam sobie wycieczek w tamte miejsca, zakazuje szperania i szpiegowania cudzych odczuć i codziennie te zakazy łamię z jakąś masochistyczną (chyba właśnie) przyjemnością.

Przejeżdżałam dzisiaj Pomorską, z każdej bramy zionęły zapachy tak charakterystyczne dla śródmieścia i wymyśliłam, że zblazowane japiszony z lepszych dzielnic będą  (a może już to robią?) zamiast różanych i konwaliowych odświeżaczy powietrza kupować te o zapachu śródmiejskich podwórek, bram i zaułków. Dla prawdziwych ekscentryków w ofercie będą również- uryna, pijackie rzygowiny i fekalia, chociaż te ostatnie, to może już przegięcie.

20.09.2008

Marysiu Peszek bardzo bliska jesteś mi, bardzo lubię Cię. Bezwstydnikiem Twoim właśnie raczę się. Tak jak Ty dla własnej wygody zapuszczam ogrody, na retusze nie daję zgody i kagańca nie znają moje wywody. Tylko suką nie jestem bezpańską, chociaż jej syndrom towarzyszy mi czasem borem lasem, borem lasem.

By tatko mój (nie wiem dlaczego akurat teraz i tu?)

między innymi jakiś
głupi wierszyk dla ciebie, ale zacytuję kawałek, tylko kawałek bo niezbyt
udany, teraz bym lepiej napisał,,,

Ponad wszystkie zabawki
wyniesiony miś -
nie na półce śpi,
gdzie tak bolą kości.

Magdusia go kołysze
i zasypia sama,
misiu przytulony
dobry na demony.
 

13.10.2008

- Panie Andrzeju jest mi pan winien 450zł.
-  Jak to?

W ten oto sposób marszałek Piłsudski (na szczęście bez kasztanki) zadomowił się na dobre na Chorwackiej i wodzi teraz za mną oczyma zmęczonemi. Justa mówi, że Mona Liza też tak ma hahahahaha Polubiłam już nawet tego nowego olejnego domownika, a niech sobie wisi i wodzi tymi oczyskami po pokoju.
Tak poza tym rączki-obrączki, bankiety-bukiety, buty-surduty, ksiądz, organista, fryzjer, kosmetyczka, gdzieś tam w tle dentystka...

20.01.2009

Akurat jest „czasem boli”, akurat fizycznie, akurat głowa...

21.05.2009

Od 15 tygodni noszę w sobie małego pasażera na gapę, zwanego również smykiem lub smykałką, z racji dbałości o poprawność polityczną i niechęci do dyskryminacji wszelakiej, jako że płeć mieszkańca mego brzucha wciąż nieznana. Kolonizator/ka macicy mojej dał/a o sobie znać objawiając nam pewnego marcowego dnia dwie różowe kreski na ciążowym teście, tak zwanym strumieniowym, gdyż należy potraktować go strumieniem porannego moczu, aby objawienia takowego doświadczyć.

Kolejnym było objawienie już człekokształtne. Dźwięki tak zwane ultra odbijając się od naszego małego cudu wymalowały go nam na czarno-białym ekraniku maszynerii, co się zwie USGie hehehe  Dość ruchliwe siedem centymetrów szczęścia energicznie wymachiwało rączkami i nóżkami, wpychało paluszki do buzi i najwidoczniej nic sobie nie robiło z naszej szpiegowskiej obecności.
Mały skłoters mojej macicy nie należy do uciążliwych, właściwie tylko przez tydzień powodował żołądkowe kotłowiny, które szybko ustały i już nie wróciły. Nie obserwuję u siebie właściwie żadnych dolegliwości szumnie opisywanych w poradnikach wszelakich. Jedynym odczuwalnym sygnałem świadczącym o jego we mnie bytności jest nieustanne ssanie w żołądku zupełnie niezależne od mojej głowy, która wielokrotnie nie jest głodna, ale nie ma zbyt wiele do gadania w konfrontacji z nowym dowódcą, który centrum dowodzenia przeniósł z mózgu do macicy.


I jeszcze by tatko- smyka/ smykałki dziatko

Wierszątko

Zięjątko zieje,
zwierzątko zwierza,
i to zwierza się nieustannie,
nawet gdy siedzi w wannie.

Zmierzątko zmierza,
krokiem odmierza,
ile jest stąd
do Sandomierza.

Jeżątko jeży,
potem jak grzebień
na ścieżce leży,
a tam właśnie idzie jeden.

Coś ty za jeden? Jak się masz
do tego wierszyka?
I co mi dasz,
gdy wciągnę cię do słownika?

Ziejątko zieje,
pustoszy, w popiół obraca,
dziejątko dzieje,
taka jego praca.

Śliniątko ślini
długie pióro gęsie,
a jak ten wierszyk pisze,
to się całe trzęsie.

Bo przed siebie jedzie
takim jednym jedziątkiem,
siedząc w wielkim berecie,
miesza koniec z początkiem.

 27.05.2009

Pierwszy dzień matki za mną, sama nie wiem czy miałam już prawo świętować?? Liczyłam na prezent w postaci pierwszego odczuwalnego kopniaka, ale widać muszę jeszcze poczekać. Niech się malec rozwija swoim rytmem, a mamusia cierpliwie poczeka na pierwsze jakże słodkie kopniaki.

26.06.2009

Pierwsze, wyraźnie wyczuwalne, jakże słodkie kopniaki smyk funduje mi już od tygodnia. Od dwóch dni wiemy, że smyk to smyk, a nie smykałka. Na 90% chłopak albo bardzo sprytna dziewczynka, która się podszywa, jak to ujęła pani doktor:)  dzidziul w 4D wyglądał jak plastelinowy ludzik i nie był tak płaski jak na zwykłym obrazie:) Chudzieńkie toto jak na razie, ale zdaniem pani doktor i tak spore dość jak na swój wiek. Brak tej charakterystycznej dziecięcej pucułowatości uwydatnia ogromnie ostrość rysów twarzyczki. Z każdym kolejnym tygodniem smyk będzie się tłuszczem opatulał i z czasem ową wyrazistość pewnie zatraci.


07.08.2009

“dziewczynki”

Dzwonek do drzwi, otwieram, na progu dwie osobniczki, lody zajadają, jedna rożka, druga na patyku, ta przy okazji na bosaka (mówiła później, że jej nie zimno)
Dużo różowego (a jakże), blond czupryny i zawadiackie spojrzenia (jedno zza okularów)- pytają czy mam syna (????), mówię, że nie mam, reflektuję się jednak i dodaję, że mam, ale w brzuchu i urodzi się dopiero za 3 miesiące, kiwają główkami i od razu pytają czy jak się już urodzi, to będzie mógł wyjść na dwór się z nimi pobawić. Nie chcę być matką toksyczną, więc się zgadzam, ale że to dopiero w listopadzie, miny im nieco rzedną, okazuje się, że jednej z nich, to już nie będzie w listopadzie, żeby się upwenić pytają jeszcze czy jak się mały urodzi, to będzie już szkoła- potwierdzam, no tak to jednej z nich już nie będzie, wróci do siebie (przyjechała z Anglii).
A to może chociaż mogą obejrzeć mój balkon, zgodnie z prawda odpowiadam, że takowego nie posiadam, jest co prawda daszek, można wyjśc na niego przez okno, ale nie wolno, bo administracja stosownym pismem zabroniła, a poza tym w pokoju, z którego byłoby to możliwe siedzi groźny pies- Pepa- choć raz bardzo na miejscu- ujada jak szalona za drzwiamy rzeczonego pomieszczenia. Dziewczynki potakują ze zrozumieniem, bąkając coś o “psach ochrończych” i ewentualnej możliwości “zagryzienia na śmierć”- nawet nie staram się tego sprostować, bo taka wersja wydarzeń skutecznie chroni przed kolejnymi próbami oglądania “balkonu”. Zawiedzione nieco przechodzą do kolejnej ofensywy pytając czy w takim razie mogą obejrzeć chociaż mieszkanie, zgadzam się bezradnie, w kuchni pozbywszy się lepkich i słodkich papierków po lodach, zerkają wymownie na lodówkę i pytają czy mam aktimele, a może chociaż serki? Znów zgodnie z prawdą odpowiadam, że nie mam i właściwie nie mam niczego, co mogłyby lubić małe dziewczynki, chcę jeszcze dodać, że w lodówce tylko salceson i kaszanka, ale gryzę się w język, bo mi wyglądają na takie, co by nie wzgardziły.
Takie to historie blokowe...
 
26.01.2010

Prawie od miesiąca w nowym roku, prawie od trzech w nowym świecie, świecie, w którym mogę o sobie mówić “mama”, mamusia przewinie, mamusia nakarmi, mamusia kocha Antośka! Tak właśnie tak, Antek przeszedł na naszą stronę 30 pażdziernika punktualnie o 6.30 rano, przeprawa była ekspresowa, od pierwszego skurczu do pierwszego antkowego krzyku upłynęło zaledwie 3,5 godziny. Nie był to może poród moich marzeń, ale powodów do narzekań też nie mam zbyt wielu.
Antosiński początkowo długi i chudy, teraz ze swoim podwójnym podbródkiem i fałdkami na rączkach i nóżkach zmienił się w małego Buddę.